poniedziałek, 10 listopada 2008

Śmierć a umieranie

Śmierć i umieranie to dwa pojęcia ktore dla przeciętnego zjadacza chleba znaczą tyle samo: odejście
ze świata żywych.Jednak gdyby głębiej przyjrzeć sie tym słowom odkryjemy cos zupelnie innego.Owszem maja ze soba wiele wspólnego ale nie sa tym samym.Śmierć to chwila.Kilka sekund,gdy mozg przestaje pracować (Celowo nie pisze tu ze to moment gdy serce przestaje pracować gdyż śmierć ogłasza sie dopiero wtedy kiedy mozg przestanie juz pracować).Dlatego nie wiem dlaczego wielu ludzi mowi iz boi sie smierci.Gdyby mówili ze boja sie umierania wtedy zrozumiałbym to.Ale czym jest to cale umieranie skoro o tym mowie?A wiec zacznę od tego co pewnie wielu uzna za absurd: dlugo trwające zniechęcenie do działania to pierwsze oznaki umierania.Tak,tak...To równoznaczne z powolnym wycofywaniem sie z zycia.A czym jest umieranie?No wlasnie tym wycofywaniem sie z zycia którego punktem finalnym jest śmierć.I tak wlasnie niewinnie zaczyna sie to umieranie.Brak działania,zniechęcenie do zycia,zamykanie sie na innych,
darowanie sobie wczesniej postawionych celów,odejście od realizacji planów życiowych(gdyż myślimy sobie:a po co nam to...) to kolejne symptomy.W koncu dochodza do tego choroby i starość a stąd juz niedaleka droga do innego wymiaru.Tak wiec umieranie u każdego z nas zaczyna sie w innym czasie.I niech nie zdziwi kogos ze moze zacząć sie u człowieka wydawałoby sie w sile wieku.Ale niestety prawda czasem bywa brutalna.Dlatego dla ceniących sobie zycie ten post powinien byc niejako wskazówka czego sie wystrzegać by "proces umierania" zaczął sie jak najpóźniej.

2 komentarze:

  1. Spokojnie i cichutko zrobiło się na Twoim blogu..

    OdpowiedzUsuń
  2. Młodzieńcze, zgon stwierdza się w momencie gdy pień mózgu i przedwzgórze mózgowe nie wykazuje aktywności encefalograficznej. Gdyby przyjmować Twoje kryteria ja od dwóch lat powinienem nieżyć gdyż po wypadku motocyklowym 43 sekundy byłem w stanie śmierci klinicznej. Znaczy to że mózg mój nie wykazywał aktywności. Poczytaj najpierw o naukowym pojęciu śmierci. Druga sprawa, mam 27 lat i choruję na raka, ironia losu.Przeżyłem cudem wypadek, śmierć kliniczną i spiączkę, 9 miesięcy uczyłem się chodzić od nowa... A teraz muszę zmierzyć się z nowotworem. Zatem Twój bełkot o śmierci wydaje mi się nieco komiczny z racji tego że nigdy na dobrą sprawę nawet nie zbliżyłeś się do niej a zachowujesz się jak wytrawny filozof, etyk i naukowiec. W dniu w którym naprawdę otrzesz się o śmierć zmienisz zdanie i przestaniesz nadużywać pewnych środków... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń