Śmierć i umieranie to dwa pojęcia ktore dla przeciętnego zjadacza chleba znaczą tyle samo: odejście
ze świata żywych.Jednak gdyby głębiej przyjrzeć sie tym słowom odkryjemy cos zupelnie innego.Owszem maja ze soba wiele wspólnego ale nie sa tym samym.Śmierć to chwila.Kilka sekund,gdy mozg przestaje pracować (Celowo nie pisze tu ze to moment gdy serce przestaje pracować gdyż śmierć ogłasza sie dopiero wtedy kiedy mozg przestanie juz pracować).Dlatego nie wiem dlaczego wielu ludzi mowi iz boi sie smierci.Gdyby mówili ze boja sie umierania wtedy zrozumiałbym to.Ale czym jest to cale umieranie skoro o tym mowie?A wiec zacznę od tego co pewnie wielu uzna za absurd: dlugo trwające zniechęcenie do działania to pierwsze oznaki umierania.Tak,tak...To równoznaczne z powolnym wycofywaniem sie z zycia.A czym jest umieranie?No wlasnie tym wycofywaniem sie z zycia którego punktem finalnym jest śmierć.I tak wlasnie niewinnie zaczyna sie to umieranie.Brak działania,zniechęcenie do zycia,zamykanie sie na innych,
darowanie sobie wczesniej postawionych celów,odejście od realizacji planów życiowych(gdyż myślimy sobie:a po co nam to...) to kolejne symptomy.W koncu dochodza do tego choroby i starość a stąd juz niedaleka droga do innego wymiaru.Tak wiec umieranie u każdego z nas zaczyna sie w innym czasie.I niech nie zdziwi kogos ze moze zacząć sie u człowieka wydawałoby sie w sile wieku.Ale niestety prawda czasem bywa brutalna.Dlatego dla ceniących sobie zycie ten post powinien byc niejako wskazówka czego sie wystrzegać by "proces umierania" zaczął sie jak najpóźniej.
poniedziałek, 10 listopada 2008
sobota, 8 listopada 2008
Modlitwa do ukochanej...
Aniele moj piekny,zlotowlosy,jasniejacy w mym zyciu jak gwiazda na blekitnym niebie,opiekunko ma najdrozsza,Ty zawsze badz w mym zyciu i przy mnie,budz mnie rankiem slodkim pocalunkiem ktory bedzie dla mnie niczym promienie wstajacego slonca dla mych zaspanych oczu i wieczorem tym samym pocalunkiem doslodz moje sny,chce czuc Twa obecnosc w kazdej chwili mego zycia,badz przy mnie takze w tych zlych chwilach,rozwiazujmy razem zagadki zycia,opiekuj sie moja dusza by przy Tobie zawsze rozkwitala,niech ogrod mego zycia kwitnie zawsze tylko dla Ciebie, chce czuc Twoj dotyk na moim ciele delikatny jak won lesnych,niewinnych konwalii,chce czuc ten dotyk budzac sie i zasypiajac,niech Twa bliskosc doslodzi kazda sekunde mego zycia...Badz moja przewodniczka w ziemskim trwaniu by stalo sie ono wstepem do krainy wiecznego szczescia.Kochanie polacz sie ze mna w smierci.Amen...
piątek, 7 listopada 2008
Dzis wiersz o smutnym drzewie...
Jestem jednym z tych drzew umarłych
Które goniąc słońce w wiosny zielonych tonach Zasłoniło moc życia w fiołkach pachnących obok rosnących
I juz wiatr muskający sterczące badyle
Przeniósł smutek niechybnie na piękne krzewy
Opadły liście,deszcz przygnębiający przyszedł
Zmył resztki woni z kory szkaradnej i nicości
Powiedzą:było drzewo,smutne drzewo...
Ale było też bardzo smutne
Bo z góry je przekreślono
Pewnego razu nie mogąc wytrzymać z rozpaczy
Uderzyło o swą matkę tak zawiedzną
Grzmot smutny i straszliwy ogłosił całej puszczy
Że dziś wróciło do krainy fiołkowego strumyka
Drzewo które smutne było i smutkiem zarażało
Przystań przy śpiącym drzewie przechodniu mily Dotknij jego okrytej bursztynowym mchem kory
I wspomnij jego tajemniczą historię
Tymczasem niech ono spoczywa w zadumie
I karmi przybywających swą fiołkową opowieścią...
Które goniąc słońce w wiosny zielonych tonach Zasłoniło moc życia w fiołkach pachnących obok rosnących
I juz wiatr muskający sterczące badyle
Przeniósł smutek niechybnie na piękne krzewy
Opadły liście,deszcz przygnębiający przyszedł
Zmył resztki woni z kory szkaradnej i nicości
Powiedzą:było drzewo,smutne drzewo...
Ale było też bardzo smutne
Bo z góry je przekreślono
Pewnego razu nie mogąc wytrzymać z rozpaczy
Uderzyło o swą matkę tak zawiedzną
Grzmot smutny i straszliwy ogłosił całej puszczy
Że dziś wróciło do krainy fiołkowego strumyka
Drzewo które smutne było i smutkiem zarażało
Przystań przy śpiącym drzewie przechodniu mily Dotknij jego okrytej bursztynowym mchem kory
I wspomnij jego tajemniczą historię
Tymczasem niech ono spoczywa w zadumie
I karmi przybywających swą fiołkową opowieścią...
wtorek, 4 listopada 2008
Usprawiedliwienie samobójstwa w Kościele katolickim.
Kościół katolicki sprzeciwia sie zjawisku jakim jest samobójstwo.Przeciwstawia temu dwa argumenty.Bóg nie po to stworzył człowieka i dal mu życie by ten je skończył i przerwał powierzona mu misję.Po drugie,Judasz powiesił sie po zdradzie Jezusa i my w pewien sposób też go zdradzamy odbierając sobie życie.A te argumenty łatwo jest obalić.Bóg stworzył człowieka i dał mu wolną wolę a zatem prawo do decydowania o sobie i swoim życiu.Tak więc człowiek może też decydować o sposobie własnej śmierci.Nie jest nigdzie napisane że samobójstwo jest zabronione.Druga kwestia.Jeśli człowiek może żyć do końca swoich dni a gdy staje przed decyzja:umrzeć czy żyć dalej wybiera to pierwsze;nie jest to dylemat przed jakim stają samobójcy?Przed takim dylematem stanął właśnie Jezus.Mógł wezwać aniołów by go uratowali a jednak tego nie zrobil.Nie twierdzę tu,że Jezus był samobójca ale jego śmierć nosiła znamiona samobójstwa.Tak więc Kościół sam sobie zaprzecza.Łatwo mu udowodnić że dopuszcza zjawisko jakim jest samobójstwo.Wiec apeluje do niego:zajmijcie się swoimi sprawami a wybór sposobu śmierci zostawcie każdemu z nas.Jest to nasza indywidualna decyzja.
Subskrybuj:
Posty (Atom)