piątek, 7 listopada 2008

Dzis wiersz o smutnym drzewie...

Jestem jednym z tych drzew umarłych
Które goniąc słońce w wiosny zielonych tonach Zasłoniło moc życia w fiołkach pachnących obok rosnących
I juz wiatr muskający sterczące badyle
Przeniósł smutek niechybnie na piękne krzewy
Opadły liście,deszcz przygnębiający przyszedł
Zmył resztki woni z kory szkaradnej i nicości
Powiedzą:było drzewo,smutne drzewo...
Ale było też bardzo smutne
Bo z góry je przekreślono
Pewnego razu nie mogąc wytrzymać z rozpaczy
Uderzyło o swą matkę tak zawiedzną
Grzmot smutny i straszliwy ogłosił całej puszczy
Że dziś wróciło do krainy fiołkowego strumyka
Drzewo które smutne było i smutkiem zarażało
Przystań przy śpiącym drzewie przechodniu mily Dotknij jego okrytej bursztynowym mchem kory
I wspomnij jego tajemniczą historię
Tymczasem niech ono spoczywa w zadumie
I karmi przybywających swą fiołkową opowieścią...

2 komentarze: